Menu

Z siatkówką przez życie

Siatkówka widziana oczyma kibica. Refleksje i szczere wypowiedzi na różne tematy związane z tym pięknym sportem

ASSECO CZY RESOVIA? KLUB CZY KORPORACJA? Cz. II

czarny.alibaba1994

Tak jak zapowiedziałem, teraz postaram się zobrazować swój pogląd na relacje Klub – Kibice, na problem podejścia włodarzy klubu do bogatej historii i tradycji najstarszego klubu w Polsce.

Tertio – obecny herb Resovii i inne przykłady odchodzenia od Resoviackiej tradycji na rzecz marketingowej propagandy.

Jedynym herbem zasługującym na moją aprobatę jest herb, który funkcjonował do sezonu 2011/2012 włącznie. Nie było tam wałami na pół tarczy herbowej wyeksponowanej nazwy ASSECO. Były za to jej tradycyjne barwy – biało – czerwone pasy i herb Miasta Rzeszowa. Ewentualnie do akceptacji jest jeszcze obecny herb CWKS Resovia Rzeszów. Choć jeszcze w sezonie 2012/2013 jako tako ten herb wyglądał, choć już pojawiły się na nim wstawki ASSECO i SPÓŁKA AKCYJNA, to od sezonu 2013/2014 herb bardziej przypomina mi akcję marketingową Asseco niźli znak rozpoznawczy najstarszego klubu w Polsce. Nie chciałbym, aby ktokolwiek odczytał to jako deprecjonowanie nazwy Asseco i całej firmy, tak ważnej dla rzeszowskiej siatkówki, ale to jednak nazwa Resovia bądź Asseco Resovia jako jedno powinny być najbardziej wyeksponowane. Nie dość, że w pewnym momencie siatkarska sekcja zupełnie odcięła się od tradycji związanych z CWKS-em, to na dodatek w obecnym herbie całkowicie usunięto charakterystyczne dla Resovii biało – czerwone pasiaki i zastąpiono je bliżej nieokreślonymi kształtami przypominającymi piłkę, zmniejszono do minimum nazwę Resovii kosztem nazwy ASSECO oraz uczyniono praktycznie niewidocznym herb Miasta Rzeszowa. Odcięto się zupełnie od tradycji Resovii, Rzeszowa oraz całego regionu kosztem wyeksponowania nazwy głównego sponsora. Sponsor wiadomo ważna rzecz, szczególnie taki jak Asseco Pana Adama Górala, ale bez przesady. Asseco kiedyś przeminie, przestanie w mniejszym bądź większym stopniu łożyć krocie na rzeszowską siatkówkę, bo z całym szacunkiem, ale tacy ludzie jak Pan Adam nie rodzą się na kamieniu i trudno będzie znaleźć drugiego takiego mecenasa siatkówki szczerze oddanemu regionowi, z którego pochodzi. Ale Resovia zostanie, zostanie tradycja, zostaną tytuły mistrzowskie zdobyte pod szyldem Resovii. Asseco nie potrzebuje akcji marketingowej, jest jedną z prężniej działających firm na rynku europejskim w swojej branży w głównej mierze dzięki Resovii. Współpraca tych dwóch podmiotów przyniosła sukcesy im obu. Dzięki hojności firmy Asseco Resovia zbudowała europejską potęgę, a na sportowych sukcesach wybiło się Asseco i stało się prężnie rozwijającą się firmą na rynku europejskim. Bardzo jest mi przykro, że Asseco swoimi działaniami próbuje odciąć się od Resoviackiej historii, tradycji kosztem pompowania swojego balonika wartości marketingowej. To jest brutalna prawda, która winna ujrzeć światło dzienne. Herb obecny wygląda jak logo firmy, brak w nim odniesień do Resovii, Miasta, regionu. Nie mówię tu o nazwie Resovia znajdującej się bardzo drobnym druczkiem, w porównaniu z nazbyt wyeksponowaną nazwą Asseco na tarczy. O jakichkolwiek odniesieniach do miasta czy regionu nie wspomnę. Nie zapominajmy, że jednej z sekcji CWKS-u, dokładniej rzecz biorąc sekcji koszykówki, nadano w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia przydomek „Bieszczadzkie Wilki”. Osoba zamieszkująca nasze województwo doskonale wie, że jedną z wielu atrakcji turystycznych są Bieszczady z dziką przyrodą i lasami, w których żyją wilki, rysie i inne gatunki zwierząt. Klub siatkówki kobieciej, mimo, że powstał dość niedawno, potrafił w swoim herbie, w swoim wizerunku znaleźć miejsce dla jednego z symboli podkarpackich – Rysia. Wizerunek tego dzikiego kota znajduje się na tarczy herbowej Developresu Skyres Rzeszów. Maskotką rzeszowskiej drużyny jest sympatyczna Developryśka. A co u męskiej drużyny? Nic. Dawny, szalony Wilk „Soviak” odszedł w niepamięć, bo o jego nowym wyglądzie nie będę się wypowiadał. W klubie zapomniano, że Resovia to przecież Bieszczadzkie Wilki. O tym fakcie w fenomenalnym stylu starał się przypomnieć nam nieoceniony Klub Kibica w niedawno rozgrywanym turnieju finałowym Lidze Mistrzów  wspaniałą sektorówką z hasłem Territory od The Wolfs. Firmę Asseco uważa się w regionie za lokalnego dobroczyńcę, dzięki któremu odbudowana została potęga Resovii i nikt im złego słowa nie powie. Ale biznesmeni z tą firmą związani nie powinni tego aż tak wykorzystywać. Większość obecnych kibiców Resovii doskonale pamięta czasy gdy Resovia grała w europejskich pucharach w nieklimatyzowanej hali ROSiR-u, w której na jeden z meczów w latach osiemdziesiątych zmieściło się ponad 2 tysiące wiernych kibiców. Niech osoba decyzyjna i odpowiedzialna za marketing weźmie to pod uwagę i nie próbuje odcinać się od resoviackiej tradycji i historii. To nie Asseco jest klubem sportowym z niesamowicie bogatą tradycją, począwszy od 1905 roku oraz od 1937 roku, kiedy to powstała siatkarska sekcja ówczesnego CWKS-u. Mam nadzieję, że nowe władze klubu powrócą do poszanowania tradycji i historii dumy Podkarpacia – Naszej Resovii.

Drugim przykładem, w jak zręczny sposób włodarze próbują odciąć się od Resoviackiej tradycji jest odejście od turnieju ku pamięci trenera Jana Strzelczyka. Memoriał im. Jaka Strzelczyka powinien być rozgrywany rokrocznie ku pamięci tego wspaniałego człowieka, trenera, który stworzył potęgę rzeszowskiej siatkówki. Stwierdzić nawet należy, że był to jeden z najlepszych szkoleniowców na świecie, obok Huberta Jerzego Wagnera. To trener Strzelczyk stworzył podwójną krótką, która siała postrach wśród rywali. Pod jego wodzą Resovia odnosiła nie tylko sukcesy na arenie krajowej ale i międzynarodowej. To pod jego wodzą w 1975 roku Resovia sięgnęła nie tylko po czwarte Mistrzostwo, ale i drugie miejsce w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych (dzisiejsza Liga Mistrzów) oraz drugie miejsce na świecie. Tak wspaniała osoba jak trener Jan Strzelczyk zasługuje, aby tak potężny klub był w stanie zorganizować turniej towarzyski. Trener Hubert Jerzy Wagner ma swój memoriał nieprzerwanie od 2003 roku. Rozgrywane są też memoriały upamiętniające takie postaci jak Arkadiusz Gołaś, który zginął tragicznie w 2005 roku w wieku zaledwie 24 lat, oraz Zdzisław Abroziak – siatkarz i fenomenalny dziennikarz sportowy. Osiągnięcia Pana Jana Strzelczyka nie odbiegają wiele od osiągnięć i zasług dla polskiej siatkówki ww. osób, a jednak korpoklubu nie stać aby taki turniej kontynuować. Nie jest dla mnie żadną wymówką, że sezony reprezentacyjne kończą się o różnych porach. Jeden weekend na tydzień czy dwa przed startem ligi znajdzie się wolny. Zamiast uczestniczyć w jakiś turniejach we Lwowie czy w turnieju o Puchar Prezydenta Miasta Krosna wypadałoby zorganizować kolejne edycje Memoriału im. Jana Strzelczyka. Jest to, przede wszystkim „dzięki” działaniu włodarzy Asseco Resovii, zapomniana postać w siatkarskim środowisku, a przecież to jeden z najlepszych trenerów na świecie lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Marzę, aby klub wskrzesił pamięć o tak wielkim człowieku i wrócił do organizacji tego turnieju. Już w pierwszej edycji turnieju brały udział tak wspaniałe zespoły jak Copra Piacenza z legendarnym Hristo Zlatanovem czy Fenerbahce Stambuł z Ivanem Miljkovicem zwanym w środowisku siatkarskim Ivanem Groźnym. Wierzę szczerze, że inne siatkarskie potęgi na mapie Europy nie odmówią udziału w takim towarzyskim turnieju ku pamięci tego wspaniałego człowieka. Wierzę również, być może naiwnie, że nowe osoby zarządzające klubem wrócą do rozgrywania Memoriału im. Jana Strzelczyka. Ten turniej można także wykorzystać do rozpowszechniania siatkówki w regionie. Kolejne edycje turnieju mogą się przecież odbywać w ościennych miastach województwa podkarpackiego. Czy to w Krośnie czy w Przemyślu są hale sportowe, nie kat komfortowe jak rzeszowska Twierdza Podpromie, ale skoro przemyski Czuwaj walczył w ekstralidze szczypiorniaka to myślę, że i dla weekendowego turnieju znalazłoby się miejsce i publika dopisałaby na pewno. Podobnie jest we wspomnianym Krośnie, Mielcu – mieście, którego ekipa siatkówki zarówno męskiej jak i żeńskiej osiągała sukcesy w kraju. Mamy też w swoim regionie tak piękne miasta jak Sanok, Łańcut, Leżajsk. W Sanoku do niedawna prężnie działała drużyna hokeja na lodzie, a skoro w Jastrzębiu można grać na lodowisku to pewnie i w Sanoku dałoby radę. W Łańcucie mamy przecież halę, w której mecze rozgrywają koszykarze miejscowej Stali, w Leżajsku rokrocznie Resovia rozgrywa mecz towarzyski, więc pewnie i turniej dałoby się zorganizować. Ten „obiegowy” turniej mógłby dać niesamowite zainteresowanie siatkówką w regionie. W Rzeszowie siatkówka się przejadła w głównej mierze „dzięki” działaniom trenera Kowala i włodarzom Asseco. Publika rzeszowska teraz podzieliła się dodatkowo na kibiców siatkówki męskiej i kobieciej. Natomiast w tych ościennych miastach, jestem niemal pewny, że hale pękałyby w szwach. Obyśmy tego doczekali. Może jeśli nie obiegowego Memoriału odwiedzającego miasta województwa podkarpackiego to chociaż powrót to jego organizacji w rzeszowskim Podpromiu.

Od niepamiętnych czasów w hali brakuje mi jednej rzeczy, a właściwie dwóch rzeczy – galerii sław i galerii trofeów zdobytych przez Resovię. Oglądając mecze z innych hal można zauważyć, jak z dachu zwisają ogromne proporce z wyszczególnionymi osiągnięciami danego klubu. Wiele mówiło się, aby na hali Podpromie stworzyć galerię trofeów, w której znalazłoby się miejsce na wszystkie puchary, te krajowe i międzynarodowe. W niej każdy kibic miałby okazję zobaczyć jak, dla przykładu, wyglądało trofeum za zdobycie Mistrzostwa Polski w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Miejsce to powinno być oczywiście odpowiednio duże, aby pomieściło kolejne trofea, które Resovia, z całą pewnością, w przyszłości zdobędzie. Co do galerii sław, to czy wiele potrzeba, aby na ścianach w ogromnym hallu hali Podpromie zorganizować wystawę zdjęć i życiorysów sław rzeszowskiej siatkówki? Ileż reprezentantów Polski i innych krajów przewinęło się przez nasz Klub? Każdej Mistrzowskiej drużynie towarzyszyła odrębna historia, tworzyli ją w większości inni ludzie. Przecież w latach 1971-1975, kiedy Resovia zdobywała cztery tytuły mistrzowskie i świętowała sukcesy na arenie międzynarodowej grało w niej kliku reprezentantów Polski, a więc ówczesnych Mistrzów Olimpijskich, Mistrzów Świata czy Wicemistrzów Europy, jak choćby wspominani przeze mnie w I części Panowie Karbarz i Such, oraz takie legendy siatkówki jak choćby Panowie Stanisław Gościniak czy Henryk Hawłasewicz. Również w latach osiemdziesiątych przewinęło się przez Resovię wiele reprezentantów i innych wspaniałych zawodników jak Arkadiusz Czapor, Grzegorz Masłowski, a najbarwniejszą postacią był niewątpliwie Zbigniew Zieliński – wspaniały, uniwersalny zawodnik. Już w nowożytnej historii rzeszowskiej siatkówki mieliśmy przecież w składzie pięciu Mistrzów Świata z 2014 roku, Mistrza Europy czy zwycięzców Ligi Światowej. Także legend światowej siatkówki w Rzeszowie na pewno nie brakło. Warto by pomyśleć o tak dużym kroku w kierunku szacunku dla resoviackiej tradycji oraz w kierunku rozpowszechniania tradycji i historii rzeszowskiego klubu, Mistrzów Podwójnej Krótkiej. Skoro „świetne” wyniki drużyny dowodzonej przez naczelnego wodza Kowala doprowadziły do rezygnacji z rozbudowy Podpromia, to niech choć w tej starej hali znajdzie się dla tylu legend i fenomenalnych zawodników miejsce.

Quatro – stosunek klubu do Kibiców.

Klub nasz w ostatnich latach zupełnie zapomniał, że w Rzeszowie jest najlepsza publika na świecie. Ludzie potrafiący stworzyć niebywałą atmosferę i oprawy meczowe wcale nie gorsze do tych prezentowanych przez warszawską Żyletę. Gdzież więc współpraca klubu z Kibicami? A no nie ma jej. Najlepszym tego przykładem, jednak dopiero pierwszym, jest obecnie straganek z gadżetami Resovii. Bo na miano sklepu klubowego czy sklepu kibica nie zasługuje. Sklep Kibica z prawdziwego zdarzenia to ma Legia Warszawa, czy na lokalnym rynku – CWKS Resovia Rzeszów. Na popularnej „Malcie” w budynku klubowym aż roi się od różnego rodzaju gadżetów. Od kilkudziesięciu rodzajów szalików, koszulek, bluz, czapek po inne gadżety jak piersiówki, kufle, szlafroki, poduszki i wiele, wiele innych. Gdyby nie to, że sklepik na Malcie znajduje się w malutkiej klitce, asortyment byłby znacznie większy. Klub, którego drużyna piłkarska występuje na trzecim szczeblu rozgrywkowym w kraju ma odpowiednie środki finansowe i nie jest mu obca zaawansowana współpraca z kibicami. Po siatkarskiej stronie barykady słupki z wartością marketingową rzuciły panom Prezesom klapki na oczy. Nikt w klubie nie jest na tyle kreatywny, żeby wykorzystać wspaniałe akcje kibiców. Ich ponadczasowe hasła jak wspomniane wyżej TERRITORY OF THE WOLFS; BIESZCZADZKIE WILKI; CHROŃ TRADYCJĘ RESOVIAKU I NA MECZE CHODŹ W PASIAKU; TRADYCJA NIE ZGINIE, CHWAŁA NIE PRZEMINIE; DZIĘKUJĘ CI TATO, ŻE JESTEM RESOVIAKIEM; RESOVIA – MIŁOŚĆ JEDNO MA IMIĘ; MISTRZOWIE PODWÓJNEJ KRÓTKIEJ czy fenomenalna akcja „niezrzeszonych” kibiców, w której sam brałem udział pod nazwą WSZYSCY JESTEŚMY RESOVIĄ. Hasło to odmieniane jest od tej pamiętnej akcji przez wszystkie języki krajów, których reprezentanci w danym sezonie reprezentują barwy Resovii. Aż żal nie wykorzystać tak ogromnego potencjału. Przecież te wszystkie hasła powinny się znaleźć na odpowiednio przygotowanych koszulkach kibicowskich, szalikach, bluzach, które to winny znaleźć się w dobrze prosperującym sklepie kibica. Ale klub nasz o tym nie myśli. Ileż zysku takie liczne koszulki z różnymi hasłami z kibicowskich akcji mogłyby przynieść. Ileż zysku przyniosłyby szaliki z nadrukowanymi ww. hasłami. Aż dziw bierze, że włodarze tego jeszcze nie wyczuli. Kolejną propozycją rozwoju sklepu kibica mogłaby być współpraca z wielokrotnie wymienianą Maltą przy W22. Tam na koszulkach, bluzach czy szalikach, wyłączając hasła odnoszące się do poszczególnych fanklubów (na które to składają się dzielnice Rzeszowa i ościenne miejscowości powiatu), też można znaleźć wiele ciekawych inspiracji do tworzenia coraz to nowszych gadżetów. A nasz straganik wygląda bardzo ubogo. Stare T-shirty, repliki meczowe i kilka innych gadżetów, których zawsze brakuje. Nie ma się zatem co dziwić, że kolejek to tam nie było już dawno. Klub nie potrafi wykorzystać tak ogromnego potencjału, jaki drzemie w kreatywności jego najwierniejszych fanów. Popatrzmy na ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle i jej świąteczny asortyment gadżetów. A u nas? Jeden jedyny raz ktoś pokusił się o gadżety wakacyjne z emblematami Resovii i w biało-czerwonych barwach i to by było na tyle. Jedne japonki sterczą do dziś w gablotkach na straganie. Przecież poza zyskami stricte finansowymi, na które nasi włodarze tak zaciekle polują, nowe serie gadżetów byłyby niezwykłą promocją klubu. Resovia nie potrafi także wykorzystać faktu, że jednym z jej głównych sponsorów jest największe centrum handlowe w Rzeszowie. Raz po raz spotyka się, iż na terenie owego centrum jest wiele pustych lokali, ich najemcy zmieniają się jak rękawiczki. Gdyby klub nasz miał odpowiednie zaplecze asortymentu z powodzeniem mógłby wejść do jednego z pozostawionych przez byłych najemców lokali, dużo większych niż obecna klitka i tam rozpowszechniać Resoviackie tradycje i zachęcać do zawitania na Podpromiu. To byłby ogromny skok wartości marketingowej. Taki klubowy sklep, w którym można nabyć każdego rodzaju Resoviacką pamiątkę czy to nawiązującą do historii czy do obecnych sukcesów siatkówki rzeszowskiej byłby marketingowym i PR-owym strzałem w dychę. Czy nie na tym, Drogi Zarządzie, Wam zależy? Na odpowiednio wysokiej wartości marketingowej klubu?

Kolejnym aspektem braku współpracy klubu z Kibicami jest zupełne ograniczenie ich wspólnego kontaktu. Były trener rzeszowskiej drużyny z jemu tylko znanych przyczyn zamknął dla publiczności treningi. Była to jedna z niewielu okazji zobaczyć swoich idoli poza meczem, poza boiskowymi emocjami. Wówczas możliwy był bezpośredni kontakt z naszymi siatkarzami. Oni, niezależnie od tego czy grali u nas jeden sezon czy spędzali większą część swojej kariery, nigdy nie odmówili chwili na rozmowę, nigdy nie odmówili złożenia autografu czy wspólnego zdjęcia. Również i sztab szkoleniowy chętnie deliberował z kibicami, którzy uczęszczali na te treningi. Od pewnego czasu nasi zawodnicy nie mają aż tak dobrego kontaktu z kibicami, są hermetycznie zamknięci wewnątrz klubu. Te otwarte treningi nie przeszkadzały w zupełności naszym zawodnikom w skupieniu się na ich pracy, było to dla nich, jak się sami wypowiadali, nawet i elementem wsparcia i dodatkową motywacją. A jeden wspólny trening przed decydującym o Mistrzostwie meczu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w sezonie 2012/2013 chyba przejdzie do historii, bowiem rzadko kiedy zdarza się, żeby na treningu swoich idoli wspierało ponad 2 tysiące wiernych kibiców. Nawet i na meczach niektórych drużyn w Polsce zjawia się mniej kibiców. Widać zatem jak ogromny potencjał ma rzeszowska publika.  

Jednym z rodzajów kontaktu z kibicami były również organizowane w sezonach 2008/2009, 2009/2010 spotkania kibiców z zawodnikami, tzw. CAFE SET. Dla mniej wtajemniczonych kibiców przytoczę jak owe spotkania wyglądały. Otóż organizowane one były w jednej z restauracji rzeszowskich, która w tych czasach była sponsorem drużyny. Pojawiała się na nich dwójka losowo dobranych siatkarzy Resovii. Spotkania te były podzielone na trzy sety. Pierwszy set to była opowieść każdego z zawodników biorących w nim udział o swojej dotychczasowej karierze, ciekawych sytuacjach z boiska, z gry w poprzednich zespołach czy ze zgrupowań reprezentacyjnych. Druga część to były pytania zadawane zawodnikom przez obecnych kibiców. Dotyczyły one różnorakich tematów, niekiedy zawodnikom naprawdę ciężko było sprostać kreatywnej twórczości kibiców. Trzecią oficjalną częścią tych CAFE SETÓW był konkurs. Tym razem to zawodnicy musieli popisać się kreatywnością i wymyślić naprawdę trudne pytania, gdyż po pierwsze – za poprawne odpowiedzi oferowali atrakcyjne nagrody, a po drugie – kibiców wcale niełatwo było zaskoczyć jakimś trudnym pytaniem, gdyż zawsze znali poprawną odpowiedź. Po tych trzech setach oczywiście zawodnicy z chęcią rozdawali autografy i pozowali do wspólnych zdjęć z kibicami. Wtedy to tworzyła się między nimi prawdziwa więź. Czy to kibic, czy zawodnik, w duchu czuli że są częścią jednej wielkiej rodziny – Resovii. Dlaczego z tego zrezygnowano? Do dziś nie wiadomo. Jednak, sam tego bardzo żałuję, gdyż byłem stałym bywalcem tych spotkań.

 

Wszystkie opisane przeze braki i zaniechania w moim uznaniu stworzyłyby niemalże idealny klub sportowych o bardzo pozytywnych relacjach klub – Kibice, a że kibiców mamy najlepszych na świecie, to i pracować nad czym jest. Obie części stanowią także postulaty dla nowego zarządu. Ich, choćby częściowa realizacja, będzie spełnieniem nie tylko moich, ale i jestem tego pewny – rzeszy rzeszowskich Sympatyków siatkówki. Także Panie i Panowie – do dzieła! AVANTI!!! Rzesza Rzeszowian rzecze Resovia!!!

© Z siatkówką przez życie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci